Jesteś w ciąży? Tematy okołoporodowe stanowią zapewne Twoją codzienność. Są jednak rzeczy na  jakie nie przygotują Ciebie żadne książki i filmy parentingowe. Oto 10 z nich – opowiadają mamy i... jeden tata :)


1. Karmienie piersią zajmuje większość dnia

„Niby wiedziałam, że taki noworodek ma mały brzuszek, zatem często woła o jedzenie, ale że będę unieruchomiona przez 40- 50minut! Teraz już się nauczyłam – mam pod ręką książkę, telefon, wodę, chusteczki, pieluchę, pilot od telewizora”. (Anita, 29 lat)

„Nie wiem kiedy minęły pierwsze 4 tygodnie – dzień mieszał mi się z nocą, ciągle tylko karmiłam, przewijałam, bujałam, kiedy mogłam to spałam. Gdyby nie mąż i teściowa, prawdopodobnie umarłabym z głodu, bo trudno było mi sobie zrobić nawet jedzenie.” - (Kasia, mama sześciomiesięcznej Juli)

„Gdyby nie chusta, w której nosiłam i karmiłam Kamę, pewnie nie wyszłabym z domu przez kolejne trzy miesiące – tyle bowiem minęło czasu, zanim Kama zaczęła mieć na tyle solidne przerwy między karmieniami, że zdążyłam się przebiec po sklepie” (Asia, 32 lata).

2. Zapomnij o spokojnym korzystaniu z toalety

„Nie ważne co Ci się chce i jak bardzo – dziecko jest ważniejsze. Myślałam, że jak Jasiek podrośnie, to będę miała więcej czasu dla siebie – tymczasem mam szpiega – nie ma momentu w którym byłabym sama. Wszędzie chodzi za mną, a gdy próbowałam pójść sama do toalety zrobił taką histerię pod drzwiami, że więcej tego próbować nie będę. Teraz korzystam z łazienki przy otwartych drzwiach i nie ważne co tam robię – mam towarzysza. Oburzonych i zniesmaczonych uprzedzam, że lepiej sikać z dzieciakiem w zasięgu ręki, niż wrzeszczącym pod drzwiami” (Ania, 27 lat).

3. Seks to atrakcja tygodnia

 „Obydwoje z mężem mamy duże temperamenty, ale obecnie uprawiamy seks jak przeciętny Polak – raz w tygodniu! I to nie z braku ochoty, a z braku sił! Mamy troje dzieci, w tym najmłodsza Jula ma niecałe dwa lata, Kacper cztery, a Andrzej siedem. Padamy na twarz o godzinie dwudziestej i nierzadko robimy któremuś dziecku „dzień brudasa”. Ogarnięcie trójki dzieci wymaga więcej energii, niż nam się wydawało. Seks jest dla nas jak niedzielny deser – wyczekany, upragniony, bo na co dzień – nie mamy na niego siły” (Agnieszka, 30 lat).

„Seks, co to jest seks? Jak już do czegoś dochodzi, to zaraz młody się budzi i woła pić, a to siku, a to coś tam – on ma szósty zmysł!” - (Marta, mama trzyletniego Stasia)

„Wstyd przyznać, ale nie mam już takiej potrzeby bliskości z mężem jak kiedyś” - mówi Alicja - „Cały dzień przytulam Tosię, bawimy się, ściskamy – jest słodka, urocza, pochłania mnie całą. Jak tak ją naprzytulam cały dzień, to już mi się tego mojego faceta nawet przytulić nie chce. Zresztą z małą też śpię, a Krzysiek w salonie...”

4. Bajki to standard

„Jak byłam w ciąży, to obiecywałam sobie, że nie będę jak te matki, co to całymi dniami puszczają dziecku bajki i gdzieś sobie plotkują” - zaczyna Kinga - „A teraz to się pukam w głowę na swoją głupotę. Weź i ugotuj obiad z takim dwulatkiem. Weź wyprasuj. Weź się wysikaj chociażby. Nie da się bez bajek czy telewizji jeżeli masz ruchliwie, absorbujące dziecko i wychowujesz je SAMA. Tak sama – mąż w pracy, babcie w innych miastach, na opiekunkę – nawet raz w tygodniu to mnie po prostu nie stać. I ja mam gdzieś to eko rodzicielstwo i takie tam – moje dziecko przynajmniej godzinę dziennie łącznie ogląda bajki. Myśl sobie o mnie co chcesz – ja też potrzebują chwili przerwy, a tylko gdy leci Świnka Peppa mogę tą przerwę mieć!” (Ania, 35 lat)

„Wiem, że bajki to nic dobrego, ale czasem to jedyny sposób by zająć czymś dziecko. Nie włączałam przy małej telewizora dopóki nie skończyła siedmiu miesięcy. Potem zaczęła pełzać i raczkować i już nie było tak łatwo, że rzucasz dziecku stos zabawek i idziesz obierać warzywa na zupę”. (Magda, 33 lata)

„Nie znam rodziców, którzy nie puszczaliby dziecku bajki – przynajmniej kilku dziennie. Znam jedną mamę, która w ogóle nie daje słodyczy – przynajmniej nie widziałam – ale i ona przyznaje się do bajek. Wszyscy wiedzą, że to niezdrowe, że nie powinno się, a wszyscy to robią.” (Krystyna, 39 lat)

5. Poczucie osamotnienia towarzyszy Ci częściej, niż mogłabyś przypuszczać

„Mam męża, rodziców, a i tak czuję się samotna w tym macierzyństwie. Chciałabym nawet wrócić do pracy, ale też nie wyobrażam sobie zostawienia półrocznego dziecka w żłobku. I tak siedzę z nim w domu i często mi smutno i samotnie. Macierzyństwo jest piękne, naprawdę, ale nikt nie mówi o tym poczuciu osamotnienia – gdy spędzasz kolejny dzień, sama z dzieckiem, kolejny tydzień, miesiąc. Staram się codziennie organizować nam jakieś wyjścia – spacer tu, spacer tam, nawet pójść do sklepu, pogadać z ekspedientką.... Większość moich znajomych nie ma dzieci, siedzą w pracy, po pracy są zmęczeni, albo idą do jakiegoś klubu czy coś – nie sądziłam, że będzie mi brakować rozmów z kimś dorosłym, a brakuje... Czasem to już wydaje mi się, że mój mózg skurczył się do wielkości orzeszka włoskiego. A zanim zaszłam w ciążę kierowałam zespołem dziesięciu osób w dużej firmie i to ja odpowiadałam za kwestie finansowe spółki. Dziś wydaje mi się, że już niewiele umiem, niewiele wiem, do niewielu rzeczy się nadaję” (Asia, 34 lata)

„Kiedyś dzieci bardziej chowało się na dworze, wśród rodziny, a teraz my matki jesteśmy zazwyczaj same w wielkich miastach, z dala od wsparcia rodziny. Wiem, bo tutaj na osiedlu zgadałyśmy się z matkami i spotykamy się w piaskownicy o tej samej porze. Poznałyśmy się na tyle, że zaczynamy sobie pomagać – jest nas czworo, mimo że piaskownicę odwiedza znacznie więcej mam. Ale mało które chcą rozmawiać, zagadać, nawiązać znajomość. Jacyś teraz ludzie pozamykani na innych, boją się, wstydzą, czy nie chcą – nie wiem. Ja tam ze wsi mazurskiej pochodzę i pamiętam jak byłam mała, to babeczki ze wsi pomagały sobie nawzajem – sama czasem jadłam obiad a to u jednej sąsiadki, a to u drugiej, bo miałam chorowitego brata i mama często po lekarzach z nim jeździła. Każdy dbał o te dzieci, wszyscy się znali. Tutaj, w miastach, na zamkniętych osiedlach jest inaczej”. (Danka, 45 lat, mama dwuletniej Zosi i piętnastoletniego Sławka).

„Namawiałam męża na dziecko dwa lata. Drugie dwa – staraliśmy się. Teraz mija drugi rok jak siedzę z Niną w domu i zaczynam wariować. Wydaje mi się, że już nic nie jestem warta. Wszystko przy małej robię ja – przez pierwszy rok ani razu nie wyszłam sama z domu – ani razu! Potem zatrudniłam opiekunkę, przychodzi w piątek rano na cztery godziny. I to są jedyne cztery godziny w ciągu całego tygodnia, kiedy jestem sama, kiedy mogę coś zrobić dla siebie. Cztery godziny. To na przykład wizyta u fryzjera z dojazdem i kawą w kawiarni. To zakupy w galerii handlowej. To fitness i masaż. Czasem po prostu idę do samochodu i siedzę w nim godzinę w ciszy. Nina jest głośnym dzieckiem, ciągle krzyczy, chce zwracać na siebie uwagę. Mąż wraca bardzo późno i najczęściej widzi ją śpiącą. W weekendy też pracuje. Taka samotna matka ze mnie. Sfrustrowana, zmęczona i zła. Odliczam jeszcze rok, żeby posłać Ninę do przedszkola i pójść do pracy chociaż na pół etatu. Nie chodzi już nawet o pieniądze – a o bycie wśród ludzi, normalną rozmowę, ubranie się lepiej, takie tam codziennie sprawy z życia przed ciążą...”

„Adaś jest całym moim światem. Uwielbiam wszystko co razem robimy, a zabieram go dosłownie wszędzie. Potrafię zorganizować nasze wypady i za miasto, i do sklepu, i do znajomych. To wspaniały dzieciak, choć wiadomo, jak to dziecko wymaga ciągłej uwagi. Czasem jednak czuję się bardzo samotna – niby ciągle jestem z nim, a jednak doskwiera mi taka specyficzna samotność. Wiecie, życie przed Adasiem było bez sensu – naprawdę jakieś głupoty się dla mnie liczyły, teraz życie ma zupełnie inną wartość. Ale chciałoby się tak czasem, żeby ktoś się mną zaopiekował. Coś dał, zorganizował, przejął na moment tą odpowiedzialność”. (Maja, 37 lat)

6. Dojadanie resztek po dzieciach to czasem jedyny posiłek

„Wiem, że są rodzice, którzy nie dojadają po dzieciach, ale ja po prostu nie umiem wyrzucić jedzenia. Nie umiem! Jestem dzieckiem komuny, które szynkę i pomarańcze widziało raz w roku, na Święta. No i tak dojadam po dzieciach, czego nie zjedzą, to ja zjadam – w ten sposób przytyłam już kilka kilogramów. Nawet staram się jeść mniej, mniej im nakładać, ale ile bym nie nałożyła – i tak coś zostawią na talerzu”. (Katarzyna, 36 lat)

„Ja w zasadzie sobie nie robię jedzenia – jem to, czego nie zje Tymek. To najlepsza dieta świata – schudłam już cztery kilo w ciągu dwóch miesięcy”. (Gośka, 36 lat)

„Ja nie dojadam po dzieciach, ale mój mąż tak. Mówi, że nie będzie marnował jedzenia. Czy to zupka przecierowa, czy papka z banana – jemu nie przeszkadza, on je wszystko”. (Ania, 25 lat)

7. Czas tak szybko mija – niby oczywistość, ale...

„Przygotowywałam się na narodziny Piotrusia i na opiekę nad niemowlęciem długo i dokładnie. A tutaj nie wiem kiedy trzy lata minęły. Czas po prostu zapier..... jak masz dzieci” (Bogna, 30 lat)

„Ja upływ czasu mierzę zakupami – bo ciągle muszę Kubie nowe spodnie albo buty kupować. Na siebie z mężem tyle nie wydajemy co na niego. I to jeszcze żeby jedne buty – nie! Musisz kupić i sandały i trampki i kapcie i kalosze i buty na zmianę do przedszkola i półbuty i buty zimowe – to taki zestaw minimalny. I co roku ten zestaw nowy kupujesz. Majątek!”

„Moje dzieci już są dorosłe, ale mam wnuczkę i żal mi serce ściska jak widzę, jak synowa musztruje to maleństwo. Ryczy mała w łóżeczku bo ma się  „nauczyć wyciszać sama”, ryczy w samochodzie bo „ma się nauczyć jeździć w foteliku”, non stop ryczy, bo ta jej nie chce ukoić, przytulić... Dziecko tuli się do wszystkich, tylko matki się boi. To straszne! Dzieci trzeba przede wszystkim przytulać, całować, kochać. Na naukę samodzielnego usypiania i inne takie nowe wymysły przyjdzie czas – ludzie, opamiętajcie się, przecież dzieci tak szybko rosną, a potrzebują mamy najbardziej kiedy są malutkie, kiedy mają te parę miesięcy, rok, dwa, trzy!” (Grażyna 63 lata)

8. Trzeba nauczyć się sobie odpuszczać

„Byłam sfrustrowana dopóki nie nauczyłam się sobie odpuszczać. Nazwijcie mnie wyrodną matką, ale nie ma codziennie obiadu. Czasem dziecko pół dnia żyje o bułce z masłem. Czasem idziemy do starego, dobrego baru mlecznego. Żyjemy, wszyscy, a ja przestałam się wściekać, że całe dnie spędzam w kuchni. W weekendy gotuje mąż. Wykręcał się, aż go głód ścisnął, a dzieci darły się wniebogłosy. Teraz po pół roku potrafi zupy gotować, zapiekanki robić i spaghetti. W oczach teściowej  jestem beznadziejną gospodynią, ale ja się nie pisałam na harówkę na kilku etatach. Pracuję tak samo jak mąż, dziecko ja odwożę i przywożę z przedszkola, i któregoś dnia mnie olśniło, że w zasadzie to nie muszę gotować codziennie”. (Ada, 38 lat)

„Brudne dzieci to szczęśliwe dzieci – coś w tym jest. Moje dzieci są najczęściej utytłane – w piasku, w ziemi, w kałuży, w jakimś jedzeniu, w ciastolinie, w czymś tam... Nie jestem z tych matek pedantek, których dzieci boją się wypić kompot z truskawek – a zdarzyło mi się kiedyś taką matkę gościć. Mój brud, mój syf i moje szczęśliwe, doświadczające wszystkiego organoleptycznie dzieci!” (Eliza, 40 lat)

9. Pozwól mężczyźnie stać się ojcem w swoim czasie

„Marek chodził ze mną do szkoły rodzenia, był przy porodzie, przewijał, kąpał, potem karmił Alę. Jednak dopiero gdy mała zaczęła chodzić, rozumieć co się do niej mówi, gadać pierwsze słowa – Marek „zaskoczył” w ojcostwie. To było niesamowite – jakby z dnia, na dzień poczuł się pełnoprawnym tatą, a nie jedynie opiekunem.” Agnieszka, 32 lata

„Swój błąd wyłącznej opieki nad dzieckiem zrozumiałam gdy urodził się Kubuś, nasze drugie dziecko. Przy Madzi wszystko robiłam sama i mała jest strasznie za mną, taty się trochę boi, nie chce z nim zostawać nawet. Pomoc męża była niezbędna gdy urodził się Kubuś – Madzia była tak zazdrosna, że musiałam jej poświęcać ogromne ilości czasu. Przez to karmiłam bardzo krótko piersią, a karmienie – niestety butelkowe – przejął mąż. Więź między chłopakami jest bardzo mocna. I bardzo żałuję, że od narodzin Madzi nie angażowałam męża bardziej w opiekę nad nią. Wtedy wydawało mi się że ja robię wszystko najlepiej, że ewentualnie moja matka będzie w stanie równie dobrze się opiekować dzieckiem. To nie prawda. Tatom też warto dawać szansę”. (Małgorzata 38 lat)

„Dla mężczyzny ciąża to abstrakcja. Potem jest jakaś kolejka górska, kiedy człowiek stara się z całych sił czegoś trzymać, żeby nie paść. Fajnie zaczęło być, jak Leoś skończył rok. Stawiał pierwsze kroki, zaczął mnie zauważać. Zacząłem istnieć też ja – nie tylko mama. To było fajne. Dopiero gdy dziecko zaczyna nazywać Ciebie świadomie „tata”, zaczynasz czuć to COŚ” (Andrzej,  34 lata)

10. Nieprzespane noce, przerywany sen i ukradkowe drzemki

„Ostatni raz przespałam całą noc przed zajściem w ciążę. To było trzy lata temu” (Karolina, 32 lata)

„Moja doba dzieli się na kilka etapów snu po 2 godziny i kilka drzemek po 20 minut” (Sabina, mama trzymiesięcznej Julii)

„Czasy, kiedy soboty zaczynałam o godzinie jedenastej odeszły do lamusa. Świątek, piątek czy niedziela, od szóstej, czasem siódmej jestem na nogach. Jeszcze są ze dwie pobudki nocne – Majka ma 2,5 roku. Zaczynam wątpić czy kiedykolwiek jeszcze prześpię całą noc!”

 

Chcecie się podzielić swoim doświadczeniem? Piszcie na redakcja@wellnessday,eu!

 

Dbasz o zdrowie swoje i najbliższych? Zobacz naturalne suplementy oraz naturalne kosmetyki w naszym sklepie NaturaZdrowia.pl>> :)

 

 

Strona, na której aktualnie się znajdujesz używa plików cookies w celu poprawnego funkcjonowania. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień cookies w przeglądarce. Wiecej informacji na temat plikow cookies oraz jak je usunac zobacz strone o plikach cookie.

  Akceptuje pliki cookie na tej stronie.
wellnessday.eu