Solidarność kobieca…- czym jest i czy w ogóle istnieje? Czy rzeczywiście jesteśmy solidarne, czy potrafimy się wspierać, rozumieć, służyć dobrą radą, pomocą, współpracować, obdarzać życzliwością, cieszyć ze swoich sukcesów i życiowego powodzenia, podziwiać się szczerze? Czy ZAWSZE w obecności innych kobiet czujemy swoją wartość bez porównywania się z innymi, czy potrafimy pogodzić się, że którejś powodzi się lepiej, jest spełniona, skuteczniejsza, adorowana przez innych mężczyzn, uśmiechnięta, radosna….? Czy nie jest tak, że my kobiety zamiast solidaryzować się coraz ostrzej konkurujemy, coraz mocniej zazdrościmy, obmawiamy, walczymy, zwalczamy, rzucamy sobie kłody, wylewamy czarę złośliwości, budujemy mury?

kobieca-solidarnosc
Nie uzyskamy jednoznacznej odpowiedzi na powyższe pytania. Nasz pogląd na kwestię solidarności kobiecej będzie uwarunkowany wieloma czynnikami, między innymi posiadanym doświadczeniem osobistym i zawodowy, utrwalonymi poglądami czy wpływami kulturowymi.

Przyjrzyjmy się kobiecym punktom widzenia na temat solidarności:
 

„Solidarność kobieca…. Zjawisko to określiłabym, jako gotowość bezkrytycznej akceptacji wśród płci pięknej, bez względu na to czy w głowie i sercu kryją się sprzeczne intencje. Solidarność kobieca w moim odczuciu polega na podobieństwach w odbieraniu i rozumowaniu  otaczającej nas rzeczywistości. Może ona wynikać ze wzajemnego przyciągania i wrodzonej u kobiet empatii. Kobiety często nie muszą o nic pytać, by doskonale wiedzieć, czego potrzebują, jak się czują lub w jakim są aktualnie nastroju.  Są z reguły szczere, bardziej otwarte, gotowe do dzielenia się swoimi przemyśleniami, troskami i marzeniami. Kontakt z osobami tej samej płci, mających jednocześnie podobne zainteresowania, prezentujących takie same poglądy, czy wykonujących ten sam zawód sprawia, że jesteśmy solidarne z kobietami i nikt nie jest w stanie przerwać tej silnej więzi. Takie zjawisko obserwuję w mojej pracy zawodowej, bowiem atmosfera bezpieczeństwa i zaufania jaka towarzyszy mi  w relacjach z koleżankami „po fachu” daje nie tylko poczucie obopólnej akceptacji  i zrozumienia, ale przede wszystkim polega na  gotowości wysłuchania drugiej osoby,wzajemnego wspierania w radzeniu sobie z trudnościami, czy chęci dzielenia się sukcesami ... Na tak pojmowaną solidarność trzeba jednak zapracować...”   Izabela Jędrzejczak, specjalista ds. finansów, dyrektor Banku BGŻ
" Czy istnieje solidarność kobiet? Kiedy myślę o tym mam wrażenie, że my kobiety z jednej strony potrafimy i chcemy być ze sobą. Tworzymy kręgi kobiet, uczestniczymy w warsztatach rozwoju osobistego, często mamy otwartość by dzielić się tym, co trudne i niewygodne, by szukać nowych sposobów rozwiązywania problemów i się rozwijać. Tak jak kiedyś kobiety darły pierze tak my dzisiaj chcemy pobyć razem: malując, tańcząc albo ćwicząc wyznaczanie celów czy asertywność… Robimy coś dla siebie z innymi kobietami, bo to daje poczucie że nie jesteśmy w tym odosobnione, że my kobiety mamy podobne marzenia, problemy czy dylematy. Z drugiej strony obserwując czasem kobiety, zwłaszcza w sfeminizowanych zawodach zauważyć można zawiść i zazdrość przejawiające się niekiedy w konkretnych działaniach mających na celu zdyskredytowanie innej kobiety! Niestety!
Trudno mi jednoznacznie na to pytanie odpowiedzieć, ale bliższa jest mi jednak odpowiedź pozytywna, bowiem tę solidarność coraz częściej obserwuję i czuję”.
Katarzyna Strzelczy, logopeda
„W dzisiejszych czasach nie istnieje kobieca solidarność, zauważam wręcz odwrotne zjawisko, które można nazwać kobiecą nie solidarnością. Jest ona zauważalna w wielu sytuacjach społecznych. Przepuszczenie ciężarnej u lekarza, w sklepie czy na poczcie spotyka się z niechęcią ze strony kobiet, z których wiele było przecież w podobnej sytuacji i wówczas oczekiwały zrozumienia ze strony własnej płci. Wydaje mi się, że my kobiety cieszymy się z sukcesów zawodowych znajomej, jej zaręczyn, urodzenia przez nią dziecka, a gdzieś tam w domowym zaciszu porównujemy nasze zarobki, wielkość pierścionka i metody wychowawcze. Nieustannie rywalizujemy ze sobą w każdej dziedzinie życia, począwszy od ubioru, przez pozycję zawodową, do wyboru partnera włącznie. Są jednak chwile, w których potrafimy się zjednoczyć, solidaryzować i współdziałać, ale zwykle dotyczy to odgórnych celów np. prawa do głosowania, legalizacji aborcji czy innych kampanii społecznych. Solidarność pojmowana w tym podstawowym aspekcie powinna się zacząć u każdej z nas i dopiero wtedy możemy zacząć wymagać jej u innych kobiet”. Marta Blukacz-Zarzycka, psycholog, międzynarodowy trener biznesu
Powyższe wypowiedzi pokazują, że zjawisko solidarności nie jest oczywiste

Z pewnością lubimy ze sobą przebywać, spędzać wolny czas, dzielić swoim doświadczeniem życiowym, piszemy dla siebie poradniki, książki, pocieszamy się w obliczu trudnych sytuacji, a co więcej łączymy w bólu, gdy, np. mąż nie traktuje kobiety dobrze, nie jest lojalny, ma inną „na boku”, gdy życie nas „nie oszczędza”. Jak zauważa Katarzyna Strzelczyk, logopeda „ … Tworzymy kręgi kobiet, uczestniczymy w warsztatach rozwoju osobistego, często mamy otwartość by dzielić się tym, co trudne i niewygodne…”.

Potrafimy zjednoczyć się w słusznej sprawie, solidaryzować we wspólnym celu i działaniach służącym nam samym – np. walce o równouprawnienie czy przeciwko dyskryminacji kobiet. Czy to jednak jest wystarczające, aby stwierdzić, że istnieje „solidarność jajników”? Osobiście podpisuję się pod stwierdzeniem, że to tylko powiedzenie, które funkcjonuje w powszechnej świadomości, na które nie ma potwierdzenia. Nie istnieje jasny źródłosłów, tj. encyklopedyczne wyjaśnienie tego zjawiska. „Żeby potwierdzić zjawisko lub mu zaprzeczyć, trzeba by najpierw to bardzo dokładnie zdefiniować. Ustalić o co nam dokładnie chodzi, a następnie badać wytrwale przez wiele lat. Nie ma takich badań”- mówi Paweł Droździak, psycholog, psychoterapeuta(wypowiedź pochodzi z serwisu Sympatia.pl).

Skłonna jestem wysunąć tezę, że samo dążenie do bycia razem to zdecydowanie za mało, aby mówić o kobiecej solidarności. Należałoby sprecyzować, jakie zachowania i postawy można nazwać oznaką solidarności, solidarności, która nie przejawia się jedynie w wymiarze towarzysko-koleżeńskim, kiedy to możemy wspólnie ponarzekać na mężczyzn i wyżalić jedna drugiej na zły los.

Przyjrzyjmy się, czy mamy odwagę wśród nas kobiet poruszać tematy trudne, o których nie wypada mówić, bo obnażyłyby nasze słabości, dowiodłyby o naszej nieudolności, nieumiejętności radzenia sobie.

Otwierając się przed drugą kobietą liczymy na wsparcie i zrozumienie nie mając gwarancji, czy je otrzymamy, bo przecież koleżanka/przyjaciółka nie ma takich problemów, jest po prostu lepsza, fajniejsza, doskonalsza... A może to „doskonałe” radzenie sobie to gra pozorów i brak szczerości, postawa niemająca nic wspólnego z kobiecą solidarnością? Kobietom nie jest łatwo sprostać tak wielu wyzwaniom, przypisanym rolom, kultowi idealnej matki, nieskazitelnej żony, co więcej SZCZĘŚLIWEJ żony i matki, bo przecież sam fakt posiadania rodziny powinien uczynić kobietę szczęśliwą! Czy tak jednak jest zawsze, czy dajemy sobie prawo do życia w prawdzie, do otwartego mówienia między nami kobietami o tym, co czujemy, co chciałybyśmy zmienić, aby być bliżej siebie?

Tylko relacja oparta na szczerości, empatii, wspólnych wartościach może dawać poczucie więzi, jedności i siły, której z pewnością każda z nas potrzebuje.
Jak zauważa Izabela Jędrzejczak, dyrektor Banku BGŻ „…Solidarność to gotowość bezkrytycznej akceptacji wśród płci pięknej”. Czy rzeczywiście jesteśmy gotowe na taką bezwarunkową akceptację bez oceniania, zazdroszczenia, rywalizacji? Czy kiedy wchodzą w grę kariera, sukces, władza akceptujemy siebie na wzajem i sobie pomagamy?

Żyjemy w rzeczywistości, w której model płci słabej zostaje zastąpiony modelem kobiety silnej.

Na przestrzeni ostatnich lat wywalczyłyśmy sobie niezależność ekonomiczną, obyczajową, kulturową. Kobieta silna to kobieta niezależna, która zdobywa wykształcenie i wspina się po szczeblach kariery, która poradzi sobie na wypadek gdyby partner ją porzucił, lub gdyby podjęła decyzję o odejściu. Kobieta nie musi już ograniczać się do bycia „kurą domową”, ale może świadomie budować swoją rzeczywistość i wielopłaszczyznową niezależność, w tym również niezależność emocjonalną. Kobiety dzisiaj podejmują role męskie, odnajdują się w rolach przywódczych, zakładają własne firmy, śmiało sięgają po awans zawodowy. Sukcesy w biznesie odnoszą jednak nieliczne kobiety. Z badań przeprowadzonych przez Instytut Spraw Publicznych wynika, że pojawia się niewidzialna bariera, czyli zjawisko „szklanego sufitu”. Zjawisko to pokazuje, że pewne przeszkody uniemożliwiają kobietom docieranie do najwyższych szczebli kariery i symbolizuje nieosiągalność awansu. „Szklany sufit” oznacza dosłownie brak solidarności kobiet w robieniu kariery ( w przeciwieństwie do mężczyzn), wręcz szkodzenie sobie nawzajem!

„Kobiety mają problem z porozumiewaniem się z innymi kobietami na gruncie biznesowym. Mężczyźni działają przez pryzmat zadania i celu, kobiety patrzą na wszystko przez pryzmat relacji. Kobieta-szefowa, która zwalnia spóźniającą się notorycznie pracownicę, bo ta np. odwozi małe dziecko do przedszkola, jest traktowana jako "bez serca". W przypadku mężczyzny-szefa, byłoby to działanie postrzegane jako normalne (bo przecież ona spóźniała się). Od kobiet w biznesie oczekujemy solidarności jajników, zrozumienia ponad biznesowego zapominając, że w biznesie nie chodzi o przyjaźń, a o dobrą współpracę…”

Beata Mąkolska, trenerka rozwoju osobistego, redaktor naczelna portalu Wellnessday.eu

Badania CBOP-u pokazują, że kobiety Polki znacznie lepiej oceniają współpracę z mężczyznami.

Tylko 11% ankietowanych kobiet wskazało, że wolałyby mieć kobietę za szefa. Fakt ten dowodzi, że coraz silniej odczuwana jest rywalizacja wśród kobiet.  Kobiety zwalczają się, stawiają w sposób często bezwzględny na indywidualizm „Ja będę najlepsza”, nie chcą dzielić się z innymi wiedzą i doświadczeniem, aby ułatwić koleżance osiągnięcie sukcesu. I w tym momencie kończy się solidarność a pojawia się rywalizacja! „Nieustannie rywalizujemy ze sobą w każdej dziedzinie życia, począwszy od ubioru, przez pozycję zawodową, do wyboru partnera włącznie” mówi Marta Blukacz-Zarzycka, psycholog, międzynarodowy trener biznesu.

Rywalizacja może przynieść korzyści, pod warunkiem jednak, że jest umiarkowana i oparta na zdrowych zasadach. Najważniejsze abyśmy starły się być lepsze SAME DLA SIEBIE, a nie za wszelka cenę udowadniały coś innym i po drodze „deptały” rywalki. Taka postawa jest wyrazem braku szacunku do drugiej osoby i sabotuje zasadę fair play. W drodze do celu powinnyśmy skupić się na samorozwoju, przełamywaniu własnych ograniczeń, zwiększaniu samoświadomości, obszaru osobistego wpływu, wzbogacającym pokonywaniu wyzwań przy jednoczesnym dawaniu takiego samego prawa do sukcesu innym kobietom.

Z badań amerykańskiej psycholog Phyllis Chesler wynika, że solidarność wśród pań to mit mocno osadzony w kulturze i społecznym postrzeganiu świata, a najbardziej agresywne w świecie są… Polki.

Potrafią niszczyć powoli, rzucają pomówienia, wykorzystują anonimowość, która wyzwala dużo jadu i agresji – im komuś lepiej, im ktoś ładniejszy tym bardziej potrafimy go „zmieszać z błotem”. Pamiętamy z pewnością ataki werbalne kobiet na Aleksandrę Kwaśniewską, czy Nataszę Urbańską.  Zawiść to zjawisko powszednie w mediach.

Psycholog z Nowego Jorku dodaje, że kobiety zachowują się dużo lojalniej wobec mężczyzn niż wobec siebie, nawet w sytuacjach, kiedy wydaje się to absurdalne, np. w sytuacji, kiedy mąż zdradza żonę. Zdradzana kobieta niejednokrotnie przyjmuje rolę ofiary, mści się na „tej drugiej”, walczy z nią – to Ona jest najgorsza, a nie niewierny partner. Kobiety są surowe w ocenach, bezwzględne, plotkują, długo noszą w sobie urazy i jak badania dowodzą wcale nie są słabe. Walczą zacięcie ze sobą, a jednoczą się co najwyżej w jakiejś wspólnej sprawie albo, gdy mają wspólnego wroga. Psycholog Phyllis Chesler nie zostawia suchej nitki na kobietach (źródło: Polska Times, onet.pl, www.feminoteka.pl)

Jakie więc jesteśmy naprawdę? Z pewnością każda z nas musi znaleźć odpowiedź w sobie samej. Praca nad własną postawą, przede wszystkim samoakceptacja, umiejętność doceniania siebie, zdrowe poczucie własnej wartości i pewności siebie oraz zachowania, których podłożem będzie życzliwość, chęć współpracy, wspierania siebie nawzajem, lojalność, umiejętność stawiania na siebie, ale jednocześnie umiejętność cieszenia się z sukcesów innych kobiet mogą przyczynić się do nadania wiarygodności temu zjawisku.

Eliza Borowiak

 

O ekspercie

eliza-borowiak

Eliza Borowiak – trenerka rozwoju osobistego, coach, doradca zawodowy, pedagog. Sztuki bycia trenerem uczyła się w Akademii Trenera w Wyższej Szkole Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu.

 

 

 

Strona, na której aktualnie się znajdujesz używa plików cookies w celu poprawnego funkcjonowania. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień cookies w przeglądarce. Wiecej informacji na temat plikow cookies oraz jak je usunac zobacz strone o plikach cookie.

  Akceptuje pliki cookie na tej stronie.
wellnessday.eu