Grzegorz Pawlak w wieku dwudziestu ośmiu lat usłyszał diagnozę – chłoniak, czyli nowotwór układu chłonnego. Guz w klatce piersiowej osiągnął wielkość 8 x 13 cm! Grzegorz przeszedł chemioterapię i naświetlania, po czym zaczął szukać bardziej naturalnych metod leczenia. Wygrał walkę z rakiem.

Dziś dzieli się swoimi doświadczeniami z innymi chorymi prowadząc leczenieraka.blogspot.com. Swoją szpitalną przygodę opisał również w swojej książce, która być może niedługo znajdzie swojego wydawcę.

Agnieszka Przetak, Wellnessday.eu: Witaj Grzegorzu. Rak. My, trzydziestolatkowie, nie spodziewamy się takiej diagnozy, a jednak znów okazuje się, że nowotwór złośliwy to choroba nie tylko najstarszych. Przeszedłeś męczącą chemioterapię i naświetlania, faszerowano Cię antybiotykami. Pomogły?

Grzegorz Pawlak: Odpowiadając na to pytanie zawsze mam trudność, ponieważ nie wiem kto stoi „po drugiej stronie”…

 

grzegorz-pawlakAP: Osoby, które w walce z rakiem być może skorzystają z Twojego doświadczenia…

Grzegorz Pawlak: Zacznijmy zatem od tego, że „truskawka” i „cytrynka”, którą mi podawano należała do grupy leków eksperymentalnych, więc nie byłem poddany standardowemu leczeniu. Dostałem lek, który należał do leków celowanych i miał spowodować rozpad białka znajdującego się wyłącznie na powierzchni guza. Niestety obok tego był lek bazowy podawany przez 12 godzin, więc to było najbardziej wyniszczające dla mojego organizmu i psychiki. Po drugie mój protokół leczenia składał się z bodajże 19 leków, z których moja pani doktor musiała wybrać najlepsze dla danego przypadku, a to czasami wyższa matematyka. Na koniec chciałbym powiedzieć o najważniejszym i tak bardzo (najczęściej całkowicie) ignorowanym elemencie całego leczenia mianowicie: rygorystyczna dieta przez cały okres leczenia (przeplatana dyspensą w ramach nagrody dla siebie), psychoterapia oraz wsparcie bliskich.

Na zdjęciu: Grzegorz Pawlak

Zatem co pomogło ostatecznie? Odpowiedź musi znaleźć każdy sam, choć ja ją już znam. Z nieco innej beczki… kiedyś słyszałem w radiowej Trójce o badaniach, które wykazały, że larwy bąblowców w obrazie tomografu dają taki sam obraz jak nowotworowy guz… i co wtedy możemy powiedzieć? Jeszcze bliżej tego tematu są grzyby, które (udowodniono) są kancerogenne. A w zasadzie pleśń, które one produkują. Więc czemu nie pomóc swojemu organizmowi i nie wesprzeć go na wszystkich polach? Jeśli ktoś ma inne racjonalne wyjaśnienie chętnie wysłucham. Nie zaklinam się, że wiem wszystko, ale wydaje mi się, że to, co opisałem powinno stanowić po prostu minimum, jeśli myślimy poważnie o leczeniu.

 

 

AP: Grzegorzu, proszę opowiedz naszym czytelniczkom „Historię z mięsem i cukrem w tle”. Jest niezwykle ciekawa i, co tu dużo pisać, zasmucająca…

Grzegorz Pawlak: A tak, pamiętam. Niestety ta historia ukazuje bardzo głęboki poziom ignorancji zarówno naszych lekarzy, jak i samych pacjentów. O tym, że „cukier karmi raka” wiadomo od dawna i nie trzeba być biologiem, aby się tego dowiedzieć. Odkrył to już ponad 70 lat temu dr Otto Warburg, za co otrzymał Nagrodę Nobla. Tezą odkrycia było stwierdzenie, że „komórki rakowe żywią się cukrem oraz rozwijają się najlepiej w środowisku zakwaszonym”. I nie jest to żadna teoria spiskowa jak się wielu wydaje, ale fakt naukowy do zweryfikowania przez każdego z nas.

Niestety szpitalna dieta zawiera i jedno i drugie kilka razy dziennie, więc chcąc być chociaż częściowo odpowiedzialnym za swój proces zdrowienia musiałem jeden i drugi element kategorycznie wyrugować z diety. A samemu tego nie można zrobić. Jak się okazało moja pani doktor, pomimo ogromnego szacunku, jaki do niej żywię za całą jej fachowość, nie wiedziała o tym związku, który szczególnie w szpitalu onkologicznym jest kluczowy w procesie zdrowienia pacjentów. Jedynym stwierdzeniem, jakie usłyszałem było „skoro pan nie toleruje mięsa to tak zrobimy”. I krótkie przypomnienie z podstaw mikrobiologii nie dało rezultatu.

W taki oto sposób moi znajomi z sali zajadali się karkówką wyglądająca jak znoszona podeszwa buta w szarym sosie, a mi zazdrościli pierogów z truskawkami. Niestety również próba uświadomienia im, co robią ze swoim ciałem spełzła na niczym. Niektórzy trwali w swoich poglądach do momentu, w którym dla ich ciała było już za późno zapominając, że ciało nie jest śmietnikiem, do którego można latami wrzucać, zalać chemią, a na koniec oczekiwać cudu. I niestety tak już jest, że lekarze „zwalają” na dietetyków, a ci kształceni wg starych dogmatów powielają stare błędy. W ten sposób zarówno pacjent, jak i lekarz oraz dietetyk są przekonani o dobrze wykonanej pracy, tylko niestety cierpi na tym zawsze pacjent.

I do dziś nie jest dla mnie pojęte, że studia z zakresu dietetyki w całej swojej złożoności kształcą osoby, które nadal wierzą, że pacjent onkologiczny powinien „dobrze i zdrowo jeść” pakując w siebie mięso i cukier. A dlaczego jednak nie mięso? Ponieważ, po pierwsze białko zwierzęce zakwasza, a po drugie organizm potrzebuje ogromnych pokładów energii (których i tak ma mało), aby je rozłożyć. Efektem rozkładu są aminokwasy, więc mówienie „potrzebujesz białka” jest nieporozumieniem, bo prawda jest taka, że potrzebujesz aminokwasów, z których białka się składają. Proste, prawda?

 

AP: Jak zatem powinna odżywiać się osoba, która przechodzi lub przeszła chorobę nowotworową? Jak wygląda Twoje dzienne menu?

Grzegorz Pawlak: Na temat mojego codziennego menu nie chcę się wypowiadać, ponieważ obecnie jestem na etapie świadomego, zgodnego ze swoim ciałem pożywiania się, więc moje menu nie będzie zawsze najlepszą wskazówką, ale są pewne wyznaczniki, które powinny być zachowane. Na moim blogu wielokrotnie przytaczałem historie osób, które dzięki zmianie w diecie oraz (tym nielubianym) suplementom tak bardzo poprawiły swoje wyniki, że sami lekarze byli zdziwieni.

Ale od początku… dieta antyrakowa dla pacjenta szpitala to głównie taka, która jest przeciwzapalna, alkalizująca, bezmięsna i bez cukru, uzbrojona w dużą ilość przeciwutleniaczy i bogata w tlen najlepiej, czyli składająca się z produktów świeżych. No i co wiele osób zasmuci, ale również bezmleczna.

Wyjątkiem może być pasta dr Budwig. Poza tym cukrem, który podają w kroplówce „na wzmocnienie”, czego raczej nie da się zmienić, chyba, że pacjent wykazuje wysoki poziom energii to wtedy można negocjować z lekarzem. O mięsie już mówiliśmy, dlatego wiemy, dlaczego go unikać.

Przeciwzapalna z tego powodu, że nowotwory podążają w ciele za stanami zapalnymi bardzo często, więc eliminujemy też ten element, którego boi się każdy lekarz. Dieta przeciwzapalna zawiera też przeciwutleniacze, które eliminują m.in. wolne rodniki odpowiadające za uszkodzenie tkanek. Panie znają je dobrze z reklam kremów przeciwzmarszczkowych.Zresztą w serwisie YouTube jest zamieszczony filmik o pewnej amerykance, która została okrzyknięta najseksowniejszą wegetarianką, wyglądając w wieku 70 lat na co najwyżej 45. Polecam wszystkim paniom, które są przerażone głównie stanem swojej skóry.

Naturalna-witamina-C-i-acerola-w-sklepie-NaturaZdrowiaNiestety w szpitalu oficjalnie zakazane jest stosowanie suplementów, ale osoby po przebytej chorobie powinny sięgnąć obowiązkowo po witaminę C (najlepiej z wiśni acerola), obowiązkowo naturalną, żadnego syntetyku(!), ponieważ naturalna alkalizuje, a syntetyczna (o zgrozo) zakwasza, oraz zawiera wypełniacze, które nie są dobre dla naszych nerek. Linus Pauling, odkrywca kwasu askorbinowego powiedział kiedyś, że przyjmowanie dziennie 2 gram Wit C uchroni nas przed rakiem. Jako kolejny poleciłbym również spirulinę (chlorellę) jako wyciąg z alg morskich – bogactwo dobrych substancji, koenzym Q10 – panie znają go z reklam kremów, ale jego działanie jest niepomiernie większe, mianowicie wspiera mitochondria komórkowe odpowiedzialne za produkcje tzw. wolnej energii; enzymy trawienne – po pierwsze pomagają rozkładać to, czego przez własną nieuwagę nie strawimy, np. popijając w trakcie posiłków, a przez to przyczyniają się do prawidłowego zakończenia procesu trawienia zmniejszając ryzyko nietolerancji pokarmowej (nie mylić z alergią). Dodatkowo kąpiele w wodzie utlenionej, proszek zasadowy i obowiązkowo jedna duża surówka dziennie z łyżką oleju lnianego. Do picia rumianek (przeciwzapalnie), mięta (na poprawę trawienia i mdłości), siemię lniane (na odbudowę śluzówki i nie tylko) oraz jądra pestek moreli (kilkanaście dziennie). A jeśli ktoś może to oczywiście 2 soki owocowo-warzywne z wyciskarki i jeszcze jeden zabieg higieniczny związany z płukaniem ostatniego odcinka jelita grubego, którego nazwy nie wymienię, ale łatwo się domyślić. Niestety często zapominamy, że jelita są naszym skarbem. Szczególnie w pierwszym okresie po wyjściu ze szpitala, gdy organizm jest osłabiony powinno się zadbać o odporność np. grzybkami reishi lub kordycepsem. Warto dodać, że ganoderma (reishi) ma już swoje oficjalne badania na świecie, a kordyceps stosuje się w leczeniu onkopacjentów w Chinach i każdy z nich określiłbym mianem multipreparatu. O każdym z nich można z powodzeniem poczytać w Internecie.

[PRZECZYTAJ ARTYKUŁY: Przykra prawda: cukier szkodzi zdrowiu i tuczy oraz Negatywny wpływ spożywania cukru na zdrowie]

 

kolacjawc-z-gersona

AP: Pamiętasz moment, w którym postanowiłeś sięgnąć po naturalne sposoby leczenia? Od czego zacząłeś? O czym, prócz właściwego odżywiania, powinien wiedzieć każdy chory na raka układu chłonnego?

Grzegorz Pawlak: Nie chcę używać słowa „leczenie”, gdyż w myśl polskiego prawa to słowo jest zarezerwowane tylko dla lekarzy. Możemy natomiast mówić o naturalnym wsparciu dla leczenia klinicznego.

fot. Kolacja w Centrum Zdrowia Gersona

Pamiętam, że moje początki wyglądały tak, że przez pierwsze trzy tygodnie stosowałem (wg przepisu innego „przebudzonego” lekarza, do którego się udałem) dietę przeciwgrzybiczą. Było to o tyle „bolesne”, że chcąc zagłodzić grzyba należy całkowicie wyeliminować z menu mąkę pszenną, na której bazują wszystkie chlebki podawane w szpitalu, a nie można sobie zażyczyć kaszy, nie można też przyjmować makaronów, bułek, ciasteczek, słodkich rogalików, którymi kusi rodzina sąsiada z łóżka. Śmiało można powiedzieć, że stoczyłem walkę z samym sobą. Mówiąc inaczej, człowiek sam sobie eliminuje połowę dotychczasowego jadłospisu i powinien być z tego dumny (uśmiech). Nagroda przychodzi później. Niewiele osób wie, że zarówno polski lekarz, dr Rybczyński, jak i włoski, dr Simoncini, odkryli związek między grzybem (pleśnią) w organizmie a guzami. Dlatego odkwaszenie organizmu (alkalizacja) jak i pozbycie się grzyba jest tak ważne. Można oczywiście wspierać się dodatkowo suplementami, ale bez diety człowiek niewiele zdziała. Tak wyglądał mój początek. Moment, w którym postanowiłem sięgnąć po naturalne sposoby wspomagania leczenia był tym, w którym dowiedziałem się o diagnozie. Nie czekałem na długą procedurę szpitalną (między diagnozą a przyjęciem mnie minęło 1,5 miesiąca), bo nie było na co. Mięsa nie jadłem już jakiś czas, ale zapomnieć o ciepłych bułeczkach i cieście drożdżowym babci było wyzwaniem. Wiedziałem też, że należy przyjmować duże dawki wit C, co też robiłem (przyjmowałem nawet 6-10 g dziennie). Spróbowałem kilku preparatów, ale wciąż brakowało jednego czynnika w tym wszystkim, aby wykazać ich skuteczność… Czasu, którego nie miałem.

Później przyszła dieta, ćwiczenia oddechowe z jogi w momentach, gdy miałem siłę przespacerować się po korytarzu i ucieczka do innego świata, czyli książka, wizualizacje kierowane, puzzle, układanki na ekranie komputera oraz filmy. W międzyczasie rozpocząłem pracę nad psychicznymi przyczynami chłoniaka. Wiedziałem, że np. jednym z „objawów” jest chorobliwa potrzeba udowodnienia otoczeniu, że jest się dobrym. Tych objawów było kilka, a każdy z nich był tematem do pracy na sesję z terapeutą. Na szczęście zanim znalazłem terapeutę, który zgodził się przyjeżdżać do mnie, korzystałem z dobroci techniki EFT. Jest prosta, naukowa
i do nauczenia się przez każdego.

AP: EFT? A co to takiego?

Grzegorz Pawlak: EFT to skrót od Emotional Freedom Techniques (Techniki Emocjonalnej Wolności). Ogólnie rzecz biorąc EFT ma na celu uwolnienie, czy może raczej neutralizowanie, negatywnych emocji, nie tylko tych aktualnych, ale także dawnych, żyjących w naszych wspomnieniach. Praca z tą techniką była dla mnie objawieniem. Nie wiem czy wtedy wykonywałem ją prawidłowo, ale widocznie coś musiałem robić dobrze skoro wyniki to potwierdzały, a ja czułem się lepiej. Poza tym praca z gotowym zestawem przyczyn choroby jest łatwiejsza niż szukanie po omacku, dlatego za niezbędną uważam – dla każdego pacjenta myślącego poważnie o swojej drodze do zdrowia – konsultację i późniejszą pracę z psychoonkologiem lub psychosomatykiem. W Warszawie nie ma z tych problemów. Poza tym w trakcie „dokopywania się” do starych emocji musiałem odpowiedzieć sobie na pytanie „na ile jeszcze jest mi potrzebne kurczowe trzymanie się tego wzorca” i na ile jestem w stanie z niego zrezygnować. Czasami zadanie sobie takiego pytania bywa bardzo odkrywcze. I uwalnia ze łzami wiele energii tłumionej przez lata, bo nagle się okazuje, że to „złe” w nas było mechanizmem obrony przed czymś, a pod spodem siedziało po prostu małe dziecko, które chciało być po prostu kochane.

Ciąg dalszy rozmowy na następnej stronie.

 

 

Dbasz o zdrowie swoje i najbliższych? Zobacz naturalne suplementy oraz naturalne kosmetyki w naszym sklepie NaturaZdrowia.pl>> :)

 

 

Strona, na której aktualnie się znajdujesz używa plików cookies w celu poprawnego funkcjonowania. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień cookies w przeglądarce. Wiecej informacji na temat plikow cookies oraz jak je usunac zobacz strone o plikach cookie.

  Akceptuje pliki cookie na tej stronie.
wellnessday.eu